Zaznacz stronę

Prosta strategia, która pomoże Ci z motywacją

Lifestyle / Motywacja / Trening

26 / 07 / 2017

Budzik zadzwonił około 6. Otworzyłem szeroko oczy i byłem gotowy do działania! To mi się nie zdarza za często, bo zazwyczaj przed 10 nie wiem jak się nazywam. Budziki ustawiam 3 i nie zawsze to wystarcza. Jednak tego dnia było inaczej.

Były wakacje, miałem 21 lat i byłem w Górach Bystrzyckich. Trenowałem wtedy taniec towarzyski, a to był pierwszy poranek naszego obozu treningowego. Jak to na wyjeździe sportowym – plan był taki, żeby codziennie spędzać po kilka godzin na sali.

Razem z moim obozowym współlokatorem Marcinem stwierdziliśmy, że dodamy sobie do tego jeszcze poranny rozruch. Wstawaliśmy ok 45 minut przed śniadaniem. Szybka rozgrzewka przed ośrodkiem i zaczynaliśmy biec. Widoki i krajobraz kiedy poranna mgła jeszcze nie zdążyła opaść były niesamowite. Chłodne, rześkie powietrze rozbudzało lepiej niż kawa. Po 15 minutach biegu zawracaliśmy i wracaliśmy na śniadanie. Potem już tylko reszta dnia, czyli łącznie jakieś 6-7 godzin na sali treningowej.

Drugiego dnia, mój entuzjazm kiedy budzik zadzwonił o 6 był już nieco mniejszy. Gdybym miał wyjść sam, przewrócił bym się drugi bok, przestawił budzik i poszedł spać dalej. No, ale w końcu się umówiliśmy, a Marcin już się zbierał z łóżka.

Tego dnia wybraliśmy trochę inną trasę. Było warto wstać – krajobraz był jeszcze lepszy, a rześkie powietrze znowu zrobiło swoje. Każdego dnia wybieraliśmy sobie trochę inną trasę.

Piątego dnia, podczas kolacji, kiedy zmęczenie już bardzo mocno dawało się we znaki przyznałem się:

– Wiesz co Marcin. Może odpuśćmy sobie to bieganie. Ja już od 3 dni ledwo wstaje…

– TY TEŻ??? Ja już drugiego dnia myślałem, że się nie zwlokę, ale widziałem, że Ty wstajesz, to było mi głupio.

– Ha! Ja wstałem bo Ty zacząłeś się ruszać.

Jak pewnie się domyślasz – na tym się zakończyło poranne bieganie. 🙂 Następnego dnia się porządnie wyspaliśmy i mieliśmy więcej energii, żeby dać z siebie wszystko na normalnych treningach. Czyli robić to, po co tam pojechaliśmy.

Z perspektywy treningów – to było głupie. Do mocno napchanego grafiku, dodaliśmy sobie jeszcze więcej pracy. Standardowy błąd świeżaka – brak regeneracji. Gdybyśmy próbowali utrzymać tempo, to musiało się to skończyć przetrenowaniem. Mimo to uważam, że warto było wstawać i biegać. 🙂 Zakwasów już dawno nie pamiętam, ale widoki i ten poranny klimat – owszem.
 

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

 
Bo ta historia pokazuje potęgę jaką ma dobranie sobie partnera treningowego. Kiedy umawiasz się z kimś na wspólne działanie masz kilkukrotnie większą szansę, żeby odnieść sukces. Nawet nie zawsze trzeba razem trenować. Świadomość, że “jesteście w tym razem” dodaje energii i motywacji.

Pomyśl – skoro ten mechanizm był tak silny, w przypadku bezsensownego w zasadzie treningu, to o ile będzie mocniejszy, jeśli do tego dodasz regularne postępy i efekty treningowe?

Jeśli chcesz wielokrotnie zwiększyć swoje szanse na sukces – znajdź sobie partnera, lub nawet lepiej: grupę osób o podobnych celach i podobnym stylu życia.

Test Test

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat.